TOP: Cztery felery wakacji

Wakacje, pomimo swego niewątpliwego uroku, mają też i wady.
1. Znacznie wzrasta zużycie paliw oraz ilość spalin samochodowych – mobilności ludzkiej nie ograniczą nawet horrendalne ceny ropy i benzyny. Każdy narzeka na ceny przy dystrybutorach, ale z wyjazdu własnym autem nie rezygnuje. O podróżach pociągami większość posiadaczy swoich czterech kółek nawet nie chce słyszeć. Szkoda, bo jeden skład pociągowy nie produkuje tylu zanieczyszczeń, ile spalin powstaje podczas przewożenia tej samej liczby pasażerów samochodami. Podróże samolotami dla wielu z turystów pozostają w sferze marzeń. Szczególnie na trasach krótszych niżeli transkontynentalne. Wprawdzie w mediach sporo szumu wywołują porównania opłacalności podróży różnymi środkami lokomocji (z których wynika, iż najdroższa jest jazda samochodem), ale zestawienia te są przeważnie przeliczane na jednostkę, czyli na koszt paliwa/biletu. J e d n o s t k o w o wygląda to bardzo zachęcająco: samolot i kolej są minimalnie droższe od podróży samochodem. Jednak w przeliczeniu na kilkuosobową rodzinę koszt transportu samochodem jest najniższy: na jednym, pełnym tankowaniu do celu wakacyjnej podróży auto dowozi wszystkich członków rodziny. Tak więc ekologia, niestety, ustępuje przed potężnym naporem ekonomii budżetu domowego.
2. Turyści produkują górę śmieci – dziwne to, ale prawdziwe: im więcej koszy, tym bardziej zaśmiecone chodniki, szlaki, plaże. Najgorszy gatunek turystów to taki, co opakowanie po chipsach beztrosko wyrzuci w krzakach lub zostawi na plaży, a następnego dnia wytyka swoje własne śmieci palcem i psioczy na tych, co porządku nie umieją utrzymać. Kolejnym ewenementem jest, iż wielu turystów w domowych pieleszach przypomina cerberów porządku; na wakacjach “luzują się” do tego stopnia, że celowo zaśmiecają miejsce wypoczynku. W myśl zasady: to nie na moim podwórku.
3. Wzrasta zużycie jednorazówek wszelkiego rodzaju: naczyń, sztućców, opakowań, nawet grille są teraz jednorazowego użytku. Wygoda nie idzie w parze z ekologią. Faktem jest, iż trudno pogodzić wymogi służb sanitarnych (które nawet w piwnych ogródkach doszukają się nieprzestrzegania przepisów, jeśli chmielowe, płynne złoto leje się do szklanek z prawdziwego szkła, a nie do plastikowych kubków) oraz nawoływania ekologów do zmniejszania ilości zużywanych jednorazówek na rzecz przedmiotów wielokrotnego użytku. Kompromis powinien być jednak wypracowany. Albo wprowadzony nakaz używania jednorazówek wykonanych z materiałów ulegających szybkiej biodegradacji, np. z przetworzonej kukurydzy. Tyle tylko, że wyroby wytworzone w nowoczesnych technologiach kosztują znacznie więcej, niżeli tradycyjna, plastikowa miseczka jednorazowego użytku.
4. Wakacje za szybko się kończą. Ten punkt na pewno nie będzie budził żadnych kontrowersji.
Fot. darmowezdjęcia


Na Pewno gratulacje należą się Polskim Kolejom Mazowieckim za nie dopłacanie do biletu za podróż z owerem. Dzięki tamu wydałam juz z 200zł w tym roku na podróże, a przecież jeden bilet kosztuje nie więcej niż 10zł. A często i mniej, bo kupuje się bilet od granic W-wy a nie od jej centrum i dzięki temu zaoszczędza się średnio 2zł. Oby wszędzie tak było (w całej Polsce, pkp itd). Oj, żeby jeszcze pociągi szybciej jeździły….
To że lepiej jechać samochodem a nie pociagiem wynika też z zaniedbań w pkp i naprawdę stosunkowo wysokich cen! W roku jadę do warszawy ok co 2 tyg, a bilet ulgowy w jedna strone expresem kosztuje 60 zł. Troche się dopłaca i bardzo ekonomicznym samochodem jest sie konfortowo, i bez problemów na miejscu. Do tego te chore akcje w pociągach..