Pompowane panele słoneczne

O tym, że baterie słoneczne to produkty wielopostaciowe wiecie już z poprzednich wpisów na ekoblogii. Pisałam już m.in. o fotoaktywnym „popcornie” oraz o bateriach przypominających płachty papieru, którymi można np. okładać ściany budynków.
Dziś o panelach, które można pompować jak materac i stosować do ogrzewania wody. Nienapompowane baterie mieszczą się w przeciętnej wielkości torebce. Napompowane – dają 2m² fotoaktywnej powierzchni.
Jak to działa? Na przekroju poprzecznym widać, że produkt podzielony jest na strefy:
- zewnętrzną – światłoczułą;
- środkową, będącą płaszczem powietrznym;
- wewnętrzną, wypełnioną wodą.
Warstwa fotoczuła absorbuje promieniowanie słoneczne, przekształca je w energię cieplną i nagrzewa wodę we wnętrzu tego ciekawego „materaca”. Płaszcz powietrzny pełni rolę izolatora, chroniącego przed utratą pozyskanego ciepła.
Słoneczny „materac” kosztuje ok. 100£, a wyłożone zań pieniądze zwracają się ponoć po pół roku. W przypadku innych systemów solarnych na zwrot kosztów trzeba czekać ok. 10 – 20 lat. Przelicznik finansowy jest więc bardzo atrakcyjny.
Ciekawe, ile czasu minie, zanim stanie się popularny w naszym kraju? Taki „materac” to idealne rozwiązanie na uniezależnienie się od dostaw ciepłej wody – może stać się jednym z niezbędnych elementów wyposażenia plecaka każdego obieżyświata. Na działkach i piknikach też na pewno się przyda. Warunek użytkowania jest jeden: trzeba mieć dostęp do wody.
Źródło: ecofriend
Foto: sxc


Przecież równie efektywnie nagrzeje się woda w czarnym worku gdyż ów kolor szybciej absorbuje ciepło.
Dopiero co, wróciłem z Turcji. Tam podobne panele to standard. Na prawie każdym domu widać beczkę i kilka paneli w których ogrzewa się woda. Mało to subtelne, ale wykorzystywane powszechnie.
I znów wychodzi na to, że nasza nacja jest technologicznie “do tyłu”…
Rzecz też w tym, że w Turcji słońca jest znacznie więcej. Łatwiej można je więc wykorzystać. W Polsce kolektory są droższe, bo wymagają bardziej wyrafinowanych rozwiązań.
Przynajmniej mam taką nadzieję, że to właśnie z tego wynika… ;)