Nowozelandzka kampania antywęglowa

Czy można uniezależnić się od węgla jako źródła energii? O tym prawdopodobnie przekonamy się ostatecznie za jakieś 40 lat. Tyle czasu bowiem zajmie Nowozelandczykom realizacja przyjętego niedawno programu „Strategie Energetyczne do 2050 roku”, który zakłada redukcję emisji szkodliwych substancji do środowiska, zwiększenie areału gruntów rolnych i wzrost powierzchni elektrowni wiatrowych (które już teraz produkują prawie 70% energii zużywanej w tym kraju). Ambitny cel, by za 18 lat tylko 10% produkowanej energii pochodziło z węgla i jego pochodnych, wcale nie jest więc taki trudny do osiągnięcia: duża część zaplecza technicznego już z powodzeniem funkcjonuje.
Oczywiście, nie od razu całość gospodarki przejdzie na zasilanie energią pozyskiwaną głównie z tysięcy wiatraków. Strategia programu przewiduje jego realizację sensownie opracowanymi etapami: najpierw wielka rozbudowa systemu pól wiatrakowych i podłączanie do elektrowni wiatrowych mniejszych odbiorców, następnie na ekologiczną energię przejdzie cały przemysł, by na końcu, do 2050 roku, energia odnawialna napędzała również środki transportu.
Wytyczne projektu może nie błyszczą odkrywczością idei (czystsze powietrze, mniej zdegradowane środowisko naturalne); niewątpliwie jednak budzą szacunek planowanymi rozmiarami przedsięwzięcia: energia odnawialna ma być podstawą funkcjonowania WSZYSTKICH gałęzi gospodarki i docierać do znakomitej większości gospodarstw domowych. Nowa Zelandia ma aspiracje, by stać się pierwszym w świecie w pełni „zielonym krajem”. Czego należy jej szczerze życzyć, bo dobrych przykładów nigdy za wiele.
Na podstawie: worldchanging
Zdjęcie: morguefile

