Mały, elektryczny Mitsubishi

Autko, nazwane przez producenta i-Miev, to najnowsza propozycja koncernu Mitsubishi dla nie przebierających w słowach kierowców, którzy codziennie marnują czas i szarpią nerwy w miejskich korkach. Model jest niewielki, pomyślany jako typowo miejskie auto, i co najważniejsze – przyjazny środowisku. Samochód napędzany jest jedynie energią elektryczną, czerpaną z wysokonapięciowych akumulatorów litowych. Wersja i-Miev Sport ma silniki elektryczne montowane przy każdym przednim kole oraz jeden z tyłu. Na dachu auta umieszczono panele słoneczne – czystej energii nigdy za wiele.
Przeprowadzone w Japonii testy wykazały, że auto znakomicie spisuje się na jezdni. I patrząc na zdjęcie – mniemam, że na zatłoczonym parkingu również. By poznać więcej szczegółów technicznych odnośnie małego i-Miev zajrzyjcie na Autokult.
Źródło: Autokult


Ja planuję za kilka lat przeprowadzić się do domu, który zbuduję sobie poza miastem. Na wsi. Do sklepu będę miał z kilometr, do miasta (też nie za dużego, bo do Żyrardowa) ze 20. I zorganizuję sobie rower z napędem elektrycznym. Pewnie zasięg będzie miał dostateczny, by przejechać w obie strony na jednym ładowaniu baterii. A jak nie, to zawsze kawałek można (dla zdrowia!) przejechać pedałując.
Samochód o takim ekologicznym napędzie to też niegłupi patent, zwłaszcza na dojazdy na krótkie odległości, np. do sklepu(*). Na takich dystansach blachosmrody zużywają mnóstwo paliwa i emitują mnóstwo toksycznych składników spalin, bo silnik i katalizator się nie zdążą rozgrzać…
(*) Na wycieczki do supermarketu, do którego mam pewnie z kilometr, planuję kupić taki wózek jak mają emerytki. Mnie wstyd z nim chodzić na pewno nie będzie. :)
Aż miło przeczytać, że ktoś ma tak eko – sprecyzowane plany na przyszłość :-). Co do wózków – fajne są i coraz częściej widuję coraz młodszych ciągnących za sobą “siatkę na kółkach” (a mieszkam w dość dużym, dynamicznie rozwijającym się mieście). To również zdrowsze rozwiązanie dla kręgosłupów – nie obciąża się ich (zazwyczaj jednostronnie) targaniem ciężkich toreb.
Masz rację: do pobliskiego sklepu chodzi się piechotą. Ale mam takich sąsiadów, którzy nawet po bułki są w stanie zajechać autem, choć do sklepu mają … 500 metrów. A potem się dziwią (szczególnie zimą), że “… to auto tak dużo pali…”. I podejrzewam, że nigdy nie kupiliby elektrycznego, małego auta, bo przecież “… co znajomi by powiedzieli na takiego liliputa…” :-).
Te moje plany wynikają przede wszystkim z tego powodu, że obawiam się naprawdę dużego wzrostu cen paliw ropopochodnych za kilka lat… I już myślę, jak się do tego przygotować. ;)
Pozazdrościć dalekowzroczności :). Nie każdy bierze poważnie to, co przeczyta lub usłyszy – szczególnie odnosi się to do działań proeko (w myśl zasady: mi jest TERAZ dobrze. A co będzie, kiedy mnie nie będzie, to już nie mój problem.). Tyle, że kryzys paliwowy sadzi wielkimi susami…