Grenlandzkie truskawki i brokuły
Jeśli globalne ocieplenie będzie postępować w przybliżonym do teraźniejszego tempie, za niedługo Grenlandia może stać się światowym eksporterem świeżutkiej zieleniny. Tamtejsi farmerzy z powodzeniem uprawiają kalafiory, brokuły, ziemniaki, warzywa korzeniowe, a co odważniejsi zakładają plantacje truskawek. Od kilkudziesięciu lat na Grenlandii notuje się wydłużenie okresu wegetacyjnego. Sprzyja to prowadzeniu upraw roślin , które do tej pory nie mogły tam rosnąć ze względu na zbyt surowe warunki klimatyczne i za krótki czas przyjemnego ciepła.
Ocieplaniu się klimatu wyspy winien jest wzrost temperatury powierza i wód Oceanu Atlantyckiego. Temperatura wody wzrosła w ostatnich kilkudziesięciu latach o 1 stopień Celsjusza, co spowodowało ogrzanie mas powietrza, przemieszczających się nad Grenlandią aż o 3 st. C! To bardzo dużo, biorąc pod uwagę czas, w którym nastąpiło ocieplenie.
Nazwa Grenlandia pochodzi od słowa greenland, co znaczy zielony ląd. Jakieś tysiąc lat temu Grenlandia była rzeczywiście bardzo zazieleniona – panowały na niej na tyle sprzyjające warunki klimatyczne, że przez całe stulecia jej dawni mieszkańcy, potomkowie Wikingów, uprawiali ziemię na większej powierzchni wyspy. Kiedy w XV wieku nadeszła Mała Epoka Lodowcowa, uprawy zasypał śnieg, a mróz skuł podłoże. Ludność przeniosła się albo na wybrzeża wyspy, albo wyprowadziła na okoliczne lądy. Z dawnego, zielonego kraju została tylko nazwa.
My kojarzymy Grenlandię z polarnymi misiami, Eskimosami w cieplutkich futrach i niekończącą się masą śniegu. Tymczasem Eskimosi chodzą coraz bardziej roznegliżowani, misie polują bliżej koła podbiegunowego, a śniegu bywa tam czasem jak na lekarstwo.
Z ocieplenia cieszą się mieszkańcy tej największej na świecie wyspy: mają alternatywne źródło dochodów – oprócz przetwarzania darów oceanu. No i ceny rodzimych warzyw są dużo niższe od importowanych z Danii.
Powód radości Grenlandczyków spędza sen z powiek wszystkim świadomym negatywnych skutków ocieplenia klimatu. Okazuje się, że grenlandzka zielenina, tak naprawdę, nie powinna cieszyć…
Źródło: ENN
Foto: FreeDigitalPhotos.net


Stwierdzenie, że “nie powinna” jest może trochę przesadzone. W końcu na Grenlandii w średniowieczu były osady Wikingów, którzy mieszkali tam przez kilka stuleci. Dopóki nie przyszło ochłodzenie klimatu, jakoś sobie dawali radę…
To sformułowanie dotyczy szerszego kontekstu: klimat się ociepla, a na Ziemi ubywa obszarów pokrytych śniegiem i lodem. Wikingowie, owszem, dawali sobie radę kilkaset lat temu; ale też nie wypuszczali do atmosfery kolosalnych ilości gazów cieplarnianych. I snu z powiek nie spędzała im świadomość wzrostu temperatur w skali ogólnoglobalnej. My natomiast zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest zachowanie istniejącej równowagi klimatycznej – nie czarujmy się: głównie z czysto egoistycznych pobudek, ponieważ rozumiemy, iż nasz gatunek jest nierozerwalnie związany z całym ekosystemem. A jeśli dojdzie do klimatycznej traumy, skutki odczujemy boleśnie: behawioralnie, finansowo i cywilizacyjnie.
BZDURA – w sredniowieczu Henryk Rudy wiking i pirat poszukiwany przez owczesne władze danii i norwegii uciekł polnocna wyspe skuta lodem. Nazwe Grenlandia nadał wyspie dla sciemy aby przyciągnac osadnikow. Pozniejsi grenlanczycy zyli ze sprzedarzy bartowej skór fok, kłow morsa, i futer bialych niedzwiedzi za jedzenie. Dane naukowe mowia o nielicznych owcach na waskich (czasem kilkumetrowych obrzezach wyspy miedzy morzem a lądolodem. Badania lodu wykazuja ze jego uformowanie przypada na 100 tys lat temu wiec znacznie wczesniej niz w sredniowieczu.