Ciaśniej, proszę!

10038.jpg

Okazuje się, że ludzkie wygodnictwo może mieć kolosalny i katastrofalny wpływ na degradację środowiska naturalnego. Chodzi konkretnie o zjawisko budowania coraz większych, bardziej komfortowych domów, w których wskaźnik powierzchni przypadający na jednego mieszkańca jest wielokrotnie wyższy od tego sprzed kilkudziesięciu lat.

Nie da się ukryć – cywilizacja ukierunkowuje Homo sapiens na dogadzanie sobie. Jest jednak drobne „ale””: większe domy oznaczają wyższe koszty eksploatacji. To więcej zużytej energii: na ogrzanie, odkurzanie, oświetlenie,… Więcej zużytej wody na wycieranie brudu, mycie okien; więcej śmieci i zużytych chemikaliów do czyszczenia. Wreszcie – mniej oszczędności na jedzeniu, ubraniach, dobrach typu sprzęt RTV i AGD.

Pomyślmy: jeśli pięcioosobowa rodzina zajmuje mieszkanie o powierzchni do 70 m2 w bloku, to NA PEWNO zużywa mniej energii na ogrzanie, czyszczenie, itp. budynku, niżby mieszkała w domu jednorodzinnym.
Dalej: jeśli ta sama rodzina mieszka w niewielkim (do 120 m2) domu jednorodzinnym albo w szeregowcu – zużywa NA PEWNO mniej energii na ogrzewanie, czyszczenie, itp., niżby mieszkała w komfortowym (i o drastycznie „rozdmuchanej” powierzchni) domu, gdzie każdy z domowników zajmuje pokój o powierzchni ponad 20 m2.
Kolejno: jeśli w domu mieszka więcej niż jedno pokolenie, wówczas koszt przygotowania posiłków: zużycia energii na gotowanie, wykorzystania produktów spożywczych, oraz zużycia środków czyszczących, jest NA PEWNO niższy, niż w przypadku, gdy każde pokolenie mieszka osobno.

Proste, prawda? I wydaje się, że wszyscy o tym wiedzą, że żywienie, czyszczenie, ogrzewanie „zbiorowe” jest zdecydowanie tańsze, niż indywidualne. Tylko dlaczego człowiekowi nie wystarcza już standardowe kilkanaście metrów kwadratowych na głowę?
Domy i mieszkania rozrastają się z różnych przyczyn: finansowych, prestiżowych, sąsiedzkich snobizmów…
A może by tak pójść w kierunku pro środowiskowym? To takie proste: wystarczy tylko zbudować dom na miarę potrzeb rodziny; a nie moloch na „zastaw się, a pokaż się”. Wszyscy na tym skorzystają: ludzie, którzy częściej będą mieli kontakt ze współmieszkańcami; środowisko, które będzie mniej zanieczyszczone i … przyszłe pokolenia, które dostaną w spadku czystszą Ziemię oraz bagaż wspomnień ze wspólnego bycia razem z bliskimi.

Foto: foto.tensus.net

  • sfora
  • śledzik
  • blip
  • flaker
  • skomentuj
  • Krzysztof Lis mówi:

    Wszystko prawda! Koszty ogrzewania zwłaszcza są większe w przypadku domów jednorodzinnych, bo na jedną osobę (czy nawet na metr kwadratowy powierzchni — niech dla uproszczenia dom i mieszkanie mają tę samą powierzchnię) przypada więcej ścian zewnętrznych. W bloku mieszkania mają zazwyczaj dwie-trzy ściany do kolejnych mieszkań a tylko jedną-dwie zewnętrzne. A to tamtędy właśnie ucieka ciepło…

  • Kathierina mówi:

    Racja.

  • PeeN mówi:

    najlepsze są domy wielopokoleniowe… ale nie… teraz każdy młody MUSI mieć własne mieszkanie… a przecież młodzi ludzie nie musieli by na początek nowej drogi życia brać kredytu do końca życia! nie dość że tańsze w utrzymaniu i grzaniu to jeszcze nie trzeba dawać zarabiać jakimś bubkom deweloperom

    • Kathierina mówi:

      Zgadzam się w 100%; ale:
      - nie zawsze istnieje możliwość lub chęć zamieszkania w domu starszego pokolenia (liczne rodzeństwo, niesnaski, itp.)
      - młodzi są bardziej mobilni – wyjazdy za pracą daleko od domu rodzinnego wymuszają zmianę miejsca zamieszkania;
      - podążamy za modą z Zachodu – tam młody człowiek usamodzielnia się dość szybko; czego potwierdzeniem jest m.in. wyprowadzka od rodziców.

  • Mabo mówi:

    Trudno mi się odnieść do tego artykułu. Z jednej strony to jest w tym racja, bo jakby nie patrzeć to taki dom pobiera więcej energii od bloku mieszkalnego. Z jednym małym “ale”. Po pierwsze w swoim domu można zainstalowac kolektory słoneczne, można ogrzewać go np. holzgazem, można go ocieplić i jak najbardziej zniwelować straty energii. W bloku mieszkalnym przynajmniej w mojej okolicy (choć wiem, że jest tak w większości) starty są kolosalne. Budynki są nie ocieplone, nie ma podzielników na kaloryferach więc ludzie grzeją na okrągło (bo w końcu i tak za to płacą) a jak im ciepło to otwierają okna, zamiast przypręcić kaloryfer, nie ma opcji instalowania jakichkolwiek alternatywnych źródeł energi czy też ciepła, nie ma nawet możliwości segregacji śmieci, woda za którą to coraz więcej płacimy, bo inni sąsiedzi oszukują instalując magnesy na licznikach. Osobiście jestem przeciwnikiem mieszkania, rodziny w bloku. Rozumiem mieszkanie singli ewentualnie tymczasowo studentów, ale dla rodziny moim zdaniem najlepszy jest dom. Jednak uważam, że ograniczenie domu z 150m2 do 100m2 niewiele zmieni w porównaniu do willi ludzi zamożnych i sławnych którzy mogli by je zamienić na standardowe rozmiary. Zaś co do domów wielopokoleniowych to nie zawsze się to sprawdza aczkolwiek jest to dość mądry pomysł, jednak mimo wszystko ja jestem za nie dużym, lecz wygodnym własnym domem, bo nie możemy się stawać ascetami.

    • Kathierina mówi:

      Sporo prawdy w tym, co piszesz. Podejrzewam, że gdyby przeprowadzić narodowe referendum w sprawie wyboru miejsca zamieszkania znakomita większość rodaków opowiedziałaby się za własnym, niedużym, ekonomicznym domem, a nie za blokowiskiem. Dopóki spółdzielnie będą tak hojnie wydawać (i pobierać) pieniądze od członków i lokatorów, w zamian oferując “coroczne, uzasadnione względami ekonomicznymi podwyżki czynszów” zamiast energooszczędnych rozwiązań (ocieplenie budynków, regulatory poboru ciepła na kaloryferach, efektywne centralne ogrzewanie, itp.), dopóty mieszkanie w bloku będzie wygodnym, ale drogim i nieekonomicznym luksusem.

Dodaj komentarz

Komentarze moderowane są przez redakcję. Komentarze zawierające obraźliwe i wulgarne słowa będą usuwane. Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.

Najnowsze w Blomedia.pl


Subskrybuj nasz newsletter