Bokashi – japońska sztuka kompostowania odpadów

Tradycyjne kompostowanie trwa zazwyczaj miesiącami. W Bokashi tylko kilka tygodni. De facto niewiele różni się od otrzymywania poczciwych kiszonych ogórków lub domowego winka.

Sekret tkwi w technologii: rozkład biologiczny z dostępem tlenu zachodzący podczas tradycyjnego kompostowania odpadów zastąpiono doskonale nam znaną fermentacją (tym, którzy przysypiali na lekcjach biologii przypominam: jest to beztlenowy proces przemian chemicznych przebiegający z udziałem mikroorganizmów lub ich enzymów).

Do praktykowania Bokashi nie trzeba wiele: tylko pojemniki z dopasowanymi – i to bardzo szczelnie – pokrywkami, wsad, czyli wszystko, co pod ręką a niepotrzebne i organiczne (poza odchodami, resztkami mięsa i mleka oraz jego przetworami) oraz tzw. mix do Bokashi, czyli mieszankę otrąb, melasy i odpowiednich mikroorganizmów, które będą przeprowadzać fermentację. Mix miesza się z masą przeznaczoną do kompostowania i szczelnie zamyka pokrywę pojemnika. Po kilku tygodniach kompost jest gotowy.

Cały proces jest ponoć bezwonny – pod warunkiem idealnego dopasowania pokrywki i pojemnika. Piszę “ponoć”, ponieważ tak do końca nie jestem przekonana do całkowitej bezzapachowości procesu. Kiszonki wydzielają specyficzny zapach – nawet, jeśli są w idealnie zamkniętych słojach.  Podejrzewam, że osoby o bardziej wrażliwym powonieniu raczej nie zdecydują się praktykować Bokashi w swojej kuchni. A mikroorganizmy fermentacyjne kochają ciepełko – na mrozie kompostowanie się nie uda.

Zestawy do Bokashi można kupić w gajam lub w Bokashicycle. “Pomysłowym Dobromirom” odradzam stosowanie tzw. matki drożdżowej używanej do produkcji wina – tym sposobem kompostu nie zrobicie ;-).

Fot.: sxc, clix

  • sfora
  • śledzik
  • blip
  • flaker
  • skomentuj

Dodaj komentarz

Komentarze moderowane są przez redakcję. Komentarze zawierające obraźliwe i wulgarne słowa będą usuwane. Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.

Najnowsze w Blomedia.pl


Subskrybuj nasz newsletter