TOP 5: Pozytywne skutki globalnego zanieczyszczenia

1. Większa świadomość ekologiczna – oczywiście, rodzaju ludzkiego. Wprawdzie – tu nie ma się co czarować – nie wszyscy dostąpią „eko – oświecenia”, ale prawdopodobnie dotknie ono większości ludzi. Trudno będzie bowiem zostać głuchym i obojętnym nie tyle na medialne i happeningowe apele, co przede wszystkim na zaostrzające się prawo w dziedzinie ochrony środowiska i na potencjalne sankcje, grożące eko – ignorantom.
TOP 5: Negatywne, mniej znane skutki globalnego zanieczyszczenia

1.Krach turystyczny – topniejące śniegi i lodowce wysokogórskie spowodują prędzej czy później plajtę większości ośrodków narciarsko – wypoczynkowych. Podczas gdy nasi górale kłócą się o własności poletek pod kolejki i trasy narciarskie, co mądrzejsi właściciele alpejskich kurortów inwestują w nowoczesne zaplecze turystyczne i różnicują ofertę. To kluby fitness, ośrodki działające w duchu wellness, groty solne, śnieżne (jeszcze!) trasy joggingowe i inne atrakcje. Nie – narciarze na pewno nie będą się tam nudzić.
2.Częstsze choroby tropikalne w klimacie umiarkowanym - skoro tropikalne mikroby lubią ciepło, to szczególnie zagrożone wystąpieniem takich chorób staną się rejony m.in. śródziemnomorski i ciepłego południa oraz północy pasów klimatu umiarkowanego. Już teraz naukowcy biją na alarm, szczególnie wskazując na panoszącą się malarię.
3.Alergie – im więcej chemii wokół nas, w nas i na nas; im więcej przesadnej (i szalenie niezdrowej!) sterylnej czystości, tym bardziej dezorganizuje się praca układu odpornościowego każdego z nas. A szczególnie dzieci. Nie chodzi o życie w brudzie albo o samodzielne wytwarzanie żywności. Chodzi o zdrowy rozsądek – mikroby są nam potrzebne do życia i do „gimnastykowania” systemu immunologicznego, a żywność nienafaszerowana chemią i „upiększającymi” dodatkami to podstawa zdrowia. Genetyczne modyfikacje nie szkodzą środowisku. Szkodzą za to pestycydy, insektycydy, nadmiar nawozów mineralnych i ogromne ilości środków czystości spłukiwanych do kanalizacji.
4.Wymieranie gatunków – jeśli stopią się lody podbiegunowe, gdzie zamieszkają zwierzęta, których naturalnym środowiskiem życia są wiecznie zaśnieżone rejony Ziemi? Gdzie schronią się ryby, zamieszkujące jedynie czyste akweny? Degradacja środowiska postępuje zbyt szybko, by gatunki miały czas na adaptację do nowych, mniej komfortowych warunków życia. Część z nich po prostu zniknie z rejestru istot zamieszkujących nasz glob.
5.Migracje ludności – masowo trzeba będzie uciekać z zalewanych przybrzeżnych rejonów (poziom wód podniesie stopiony śnieg) albo ze zbyt gorących, suchych terenów (Sahara już teraz się powiększa). A za wielkie zagęszczenie może rodzić konflikty zbrojne…
Foto: www.fotomodelki.kom.pl
Ciaśniej, proszę!

Okazuje się, że ludzkie wygodnictwo może mieć kolosalny i katastrofalny wpływ na degradację środowiska naturalnego. Chodzi konkretnie o zjawisko budowania coraz większych, bardziej komfortowych domów, w których wskaźnik powierzchni przypadający na jednego mieszkańca jest wielokrotnie wyższy od tego sprzed kilkudziesięciu lat.
Nie da się ukryć – cywilizacja ukierunkowuje Homo sapiens na dogadzanie sobie. Jest jednak drobne „ale””: większe domy oznaczają wyższe koszty eksploatacji. To więcej zużytej energii: na ogrzanie, odkurzanie, oświetlenie,… Więcej zużytej wody na wycieranie brudu, mycie okien; więcej śmieci i zużytych chemikaliów do czyszczenia. Wreszcie – mniej oszczędności na jedzeniu, ubraniach, dobrach typu sprzęt RTV i AGD.
Boże Narodzenie z wodną apokalipsą

Pamiętacie katastrofalne tsunami na Pacyfiku sprzed trzech lat? I czyjąś beztroskę, by nie ostrzegać przed kataklizmem…, by nie wywoływać „niepotrzebnej paniki wśród wypoczywających turystów”? Okazuje się, że setki tysięcy ofiar i miliony dolarów strat nie poszły jednak na marne. Tsunami z 2004 roku i wiele innych – mniej lub bardziej niszczących gigantycznych fal, spowodowały, że zaczęto wreszcie poważnie analizować posiadane dane: klimatyczne, sejsmograficzne i wiele innych. Zebrane do wielkiego wora, starannie posegregowane, pozwoliły opracować nowe koncepcje systemów wczesnego ostrzegania przed kataklizmami. Nawet na lekcjach geografii przywiązuje się większą wagę do przekazywania wiedzy o sygnałach ostrzegawczych przed nadciągającą falą tsunami.
Książkowy materiał, który jeszcze niedawno nauczyciele i uczniowie traktowali jak kolejną geograficzną ciekawostkę, okazał się swoistym „zestawem ratunkowym” - o ile, oczywiście, uczeń zechciał sobie przyswoić książkowe mądrości. Zasada jest prosta: jeśli lustro wody obniża się (nawet o kilka metrów), odnosi sie wrażenie „cofania się” wody z wybrzeża, a na jej powierzchni pojawiają się bąbelki – w ilości co najmniej zastanawiającej, to najlepiej dłużej się nie zastanawiać, ale brać nogi za pas i uciekać daleko od wybrzeża, a najlepiej i daleko, i wysoko. Naprawdę groźne tsunami osiągają „tylko” kilkadziesiąt metrów wysokości, ale ich siła niszczenia i zasięg mogą być o wiele większe.
Dla ciekawskich: najwyższa fala tsunami (to dane udokumentowane pomiarami) miała, bagatela, 525 m! Zalała w 1958 roku Alaskę, kiedy ziemia osunęła się do wąskiej Zatoki Lituya; fala spowodowała śmierć… 5 osób. Za to najbardziej niszczycielskie tsunami to: wspomniane wyżej z grudnia 2004 roku (ponad 280 tys. ofiar śmiertelnych); z 1775 roku – tsunami na Atlantyku, które uderzyło w Portugalię – 60 tys. zabitych; z 1883 roku – fala, która zalała Indonezję i Indie – 36 tys. ofiar.
Jeśli zwykłe trzęsienie ziemi, osuwisko czy wybuch morskiego wulkanu mogą spowodować powstanie kilkudziesięciometrowej wysokości fal, to wyobraźcie sobie, jak wielkie tsunami może powstać, kiedy w ocean uderza asteroida… Brr…
Foto: FreeDigitalFotos.net
Solarne ciekawostki

Jesteście ciekawi? To poczytajcie:
1.Największa „farma” ogniw solarnych – oczywiście, że w Ameryce. Konkretnie blisko Las Vegas. I na dodatek jest to świeżutko uruchomiona farma słoneczna - oficjalne otwarcie nastąpiło kilka dni temu. Gigantyczna przetwórnia energii słonecznej może produkować do 30 tysięcy megawatogodzin na rok – dość, by zaspokoić potrzeby miasteczka. Ta jednak będzie zaopatrywać w energię bazę lotniczą. 72 tysiące pojedynczych paneli solarnych połączonych w ogromny system ma ponoć działać około 20 lat.
2.Najmniejszy samochód świata o napędzie solarnym – ma wymiary rodem z King Size’u: 3, 3×2, 2×1, 4 cm. I naprawdę jeździ! Konkretnie na prąd – po przetworzeniu, oczywiście, energii ze światła słonecznego. Niepotrzebne mu żadne dodatkowe zasilanie – ogniwo fotowoltaiczne w zupełności wystarczy. Spytacie: po co komu taki gadżet? Chociażby po to, by przekonać dzieci i niedowiarków, że warto ciągle iść w stronę słońca.
3.Tutaj możecie nacieszyć oczy i wyobraźnię kolejną solarną zabawką – helikopterem. Ciekawe, jaką powierzchnię i wydajność musiałyby mieć baterie słoneczne na kadłubie Jumbo Jeta, by mógł się wznieść w przestworza i zwać ekologiczną maszyną?
4.Jeden z najdziwniejszych sposobów wykorzystania energii słonecznej – do zasilania urządzeń odstraszających krety. Konwencjonalne modele zasilane są bateriami. I działają niezależnie od pogody. Co jednak mają zrobić właściciele ogrodów, jeśli słońce nie pokazuje się przez kilka dni? Wytrwale równać kopce kretów, czy może zastosować tradycyjne repelenty?
5.Wygląda na to, że za niedługo wejdą do użycia najnowocześniejsze baterie słoneczne. Będą miały przedrostek bio. Ogniwa będą pokryte super wytrzymałym polimerem organicznym, którego nie zmogą za szybko ani niekorzystna aura, ani mechaniczne zagrożenia, ani ekonomiczne analizy. Wszystko dzięki bioplastikowi, który wciśnie się w każdy zakamarek i załamanie baterii, dzięki czemu zwiększy efektywność jej działania.
Źródło: foto.tensus.net
Mikołaj reklamuje eko paliwo
Jak wiemy trwa moda na ekologię i wszystko co z nią związane. To bardzo dobrze i w pełni popieramy taki ruch, co wielokrotnie udowadnialiśmy, pisząc na blogu o hybrydowych modelach samochodów. Nawet Porsche poszło po rozum do głowy, opracowując Cayenne, które wyposażono w moduł hybrydowy. Ostatnio do akcji włączył się Mikołaj, a swoje przesłanie szerzy światu poprzez youtube.
Przypadkowo przeglądając wiadomości spam w mojej skrzynce natknąłem się na linka do tego filmu. Jeśli nie rozumiecie o co Mikołajowi chodzi postaram się Wam to przetłumaczyć. Otóż Mikołaj wspomina, że ma wielki kłopot, bowiem jego dom się pomniejsza. Według jego wyliczeń Biegun Północny w ciągu ostatnich dwóch lat skurczył się o 23% (Mikołaju, czy ty na pewno zawsze mówisz prawdę?). W związku z tym Mikołaj przybywa do Ameryki, aby poprzez swoje przesłanie szerzyć używanie ekologicznych paliw, jak bio diesel. Jak sam twierdzi jest najlepszym przykładem tego, że dzięki biologicznej energii da się przemieszczać i jako dowód wspomina o… reniferach. Przestrzega nas, że ma za sobą batalie elfów, które są gotowe aby wyruszyć w świat z szerzeniem ekologicznej wiadomości, bowiem jeśli nie zaprzestaniemy zanieczyszczania środowiska, już niedługo na Biegunie Północnym będzie tak gorąco, że Mikołaj nie będzie w stanie wyprodukować zabawek! To dopiero tragedia! Cóż, wydaje mi się, że przede wszystkim powinniśmy potraktować tego Mikołaja z lekkim przymrużeniem oka, ale z drugiej strony to facet ma rację. Co Wy o tym sądzicie?
Źródło: AUTOKULT
Szorty Świętego Mikołaja

Jeśli ocieplenie klimatu będzie postępować dalej w takim samym tempie, to za kilkadziesiąt lat z Rovaniemi – najsłynniejszej wioski świata – nie będą wyjeżdżały sanie zaprzęgnięte w renifery, ale karawana na wielbłądach. Sam Święty Mikołaj założy zaś szorty – zapewne będą czerwone, obszywane białym futerkiem, dzięki czemu do złudzenia będę przypominać seksowne pantalony z Moulin Rouge.
Wedle szacunków, w 2050 roku w Finlandii temperatura podniesie się o ok. 3 – 6 stopni C w zimie, a za kolejne trzydzieści lat – będzie już o 8 stopni wyższa, niżeli dziś. Finowie pożegnają, niestety, śnieżne klimaty; i prawdopodobnie rozstaną się też z nimi turyści z całego świata. Nieszczęścia chodzą ponoć parami: efekt cieplarniany przydusi branżę turystyczną, czerpiącą krociowe zyski z samych tylko odwiedzin wioski słynnego świętego.
340 milionów euro to spora sumka – tyle rocznie zostawiają w Finlandii turyści. 60% z tego to zysk wygenerowany w okresie okołoświątecznym.
Finowie każdego dnia wyglądają wiatru z północnego zachodu – zapowiada opady śniegu i mroźną pogodę. Niestety, co roku zima przychodzi tam później i jest coraz słabsza. Na przykład, w okolicach Rovaniemi jest zaledwie 20 cm śniegu! Na Kasprowym leży więcej.
Rzeki i jeziora, które normalnie o tej porze roku powinny być skute lodem, toczą swe wody spokojnie dalej, bez śladu zmarzliny na powierzchni. To też martwi Finów, ponieważ zamarznięte akweny były nie lada atrakcją turystyczną. Odbywały się na nich zimowe regaty, a jeziora zamieniano w lodowiska.
Coroczne mikołajkowe szaleństwo to praca dla ponad 2000 ludzi w samym tylko Rovaniemi.
Z powodu globalnego ocieplenia, renifery uciekają na północ. Zwierzaki nie tolerują wzrostu temperatur. Te, które mieszkają w Rosji, kierują się na krańce Syberii. Renifery finlandzkie nie mają wielkich możliwości manewru migracyjnego, niestety…
Nie nastraja to wszystko optymistycznie. Czyżby nasze pokolenie czekało w przyszłości opowiadanie wnukom bajek o tym, jak to dawno temu Święty Mikołaj nosił długie spodnie, a jego sanie ciągnęły wspaniałe renifery?…
Źródło: news.yahoo
Foto: FreeDigitalFotos.net
10 przykazań: jak być bardziej „zielonym”

Koniec roku tuż, tuż. Lubimy w ten czas podliczać, zestawiać, planować i kalkulować. Teraz czas na eko – zsumowania. Na dobry początek – 10 „zielonych” przykazań. Chodzi tu o takie przeorganizowanie otoczenia, by było eko – fit i eko – trendy. Zaczynamy odliczanie:
1.Buduj ekologicznie – stosuj naturalne materiały, otaczaj sie zielenią, kupuj antyki – bo to stylowe, modne i przyjazne środowisku. Jeśli meble muszą być nowe – zainteresuj się rattanem, wikliną, bambusem. Urządzisz wówczas w świetnym stylu cały dom.
2.Odłączaj energetycznych darmozjadów – czyli pilnuj, by sprzętu nie zostawiać na tzw. czuwaniu; gaś niepotrzebne światło, dbaj, by telewizor i radio miały żywych odbiorców – przodkowie z portretów na pewno nie słuchają najnowszych wiadomości; nie zostawiaj więc załączonych odbiorników, kiedy nie słuchasz albo nie oglądasz niczego.
3.Czyść naturalnie – wszystko, co na karteczkach informacyjnych z opakowań środków czyszczących określa się enigmatycznie „środki powierzchniowo czynne” trafia po użyciu do kanalizacji i zatruwa środowisko. Nasze babcie czyściły octem, amoniakiem, boraksem i innymi łatwo dostępnymi, tanimi oraz ekologicznymi metodami. Wprawdzie pracy było więcej, ale efekty były podobne. Wybieraj w sklepach środki czyszczące przyjazne środowisku i ulegające biodegradacji.
4.Szukaj sposobów na wykorzystanie energii solarnej, wietrznej i wodnej – zamontuj np. kolektory słoneczne.
5.Śmieci sortuj, oddawaj do recyklingu albo wykorzystuj ponownie ( np. organiczne odpadki poddaj kompostowaniu).
6.Kupuj żywność pochodzącą nie z krańca świata, ale z najbliższej okolicy. Koszt przewiezienia tony kalafiorów przez pół świata i ilość spalonego przy okazji paliwa potrafią przyprawić o zawrót głowy.
7.Bojkotuj pocztę papierową i katalogi reklamowe – ich produkcja pochłania hektary lasów.
8.Plastikowe reklamówki traktuj jak najgorsze zło. Zakupy noś w płóciennych albo papierowych torbach.
9.Kupuj energooszczędny sprzęt.
10.Wymień żarówki na energooszczędne.
Stosuj powyższe 10 przykazań, a będziesz żył długo i w zgodzie z naturą.
Źródło: livescience
Foto: ekoenergia
Eko – dekoracje świąteczne

Czas dekorowania domów, ubierania choinek tuż, tuż… W sklepach pełno nowiuteńkich szklanych i plastikowych ozdób, które po świętach milionami sztuk wylądują na wysypisku śmieci. A gdyby tak pomyśleć w tym roku trochę bardziej nowocześnie i ozdobić swoje cztery kąty tak oryginalnie, że wszystkim sąsiadom oczy zbieleją z zazdrości? W stylu eko – oczywiście. A eko nie oznacza tylko ozdób ze słomy, suszu roślinnego, papieru makulaturowego, wydmuszek, drewna… To całkiem spory asortyment dekoracji wykonanych z przedziwnych czasem materiałów – często pochodzących z recyklingu. W Polsce ten trend może jeszcze jest mało znany, ale – prędzej, czy później, jak każda nowinka z zachodu – dotrze i do nas.
Oto eko – propozycje dekoracji na Boże Narodzenie ‘07:
1. Cudeńka z płyt CD oraz powierzchni z układami scalonymi – de facto sami możecie zrobić podobne dekoracje. Nożyczki, nożyki w dłoń, odrobinę pogimnastykować wyobraźnię oraz palce, a za jednym zamachem pozbędziecie się zużytych krążków CD i oryginalnie przybierzecie choinki.
2. Satynowo połyskujące zdoby z jedwabnych resztek tkanin.
3. Wieńce na drzwi z aluminiowych tablic reklamowych, stalowych znaków drogowych.
4. Prześliczne zawieszki ze szkła pochodzącego z potłuczonych szyb, butelek czy naczyń. Uwaga kolekcjonerzy krótkich serii! Tego typu zawieszki często produkowane są w ekskluzywnych, limitowanych edycjach.
5. Bombki ze szklanych paciorków: cudna, misterna robota. W sam raz do podziwiania na czas świątecznego zadumania nad światem.
6. Girlandy z suszonych liści palmowych.
7. Zawieszki ze skrawków materiałów – jak dobrze poszperacie w szafach i kufrach na strychu, to sami wykonacie całe kolekcje podobnych gadżetów. Będą najoryginalniejsze na świecie. Oprócz tego każdy kawałek tkaniny toi osobna historia: spódnicy z pierwszej randki, żakietu z kieszonkami na ściągi maturalne, gwiazdki z kreacji sylwestrowej sprzed 15 lat… W zasadzie, to przy pojedynczej zawieszce możecie spędzić całe godziny – wspominając i przeżywając na nowo “tamte, cudowne chwile…”.
Źródło: Etsy, naturalcollection.com, greatgreengoods.com, eco-artware.com, nigelsecostore.com.
Foto: FreeDigitalFotos.net
Holandia pod wodą

Wiadomo: ocieplenie klimatu powoduje topnienie lodu, to z kolei podnosi poziom wody w morzach, a owe zalewają niżej położone obszary. Chyba większość słyszała już, że z powodu wysokiego poziomu wód Holandia będzie miała poważne problemy: grożą jej katastrofalne powodzie, a część polderów, z niemałym trudem wydarta morzu, zniknie ponownie pod wodą. Nie wszyscy jednak wiedzą, że może to stać się już w 2015 roku.
Na Bali odbyła się niedawno konferencja z udziałem polityków i naukowców z całego świata – mówiono o zmianach klimatycznych; głównie o ekstremalnych wariacjach pogodowych i o podnoszeniu się poziomu wód w morzach.
Holenderskie doświadczenia wskazują, że najlepiej nawet zabezpieczone tereny depresyjne dostają się pod wodę, jeśli na bieżąco nie monitoruje się zjawisk klimatycznych oraz poziomu wód na Ziemi. Po powodziach w latach 90, kiedy spora część polderów niderlandzkich została zalana, opracowano szereg planów, które mają poprawić bezpieczeństwo mieszkańcom wydartych morzu kawałków ziemi. Holendrzy będą musieli jednak poświęcić pewien obszar polderów i przeznaczyć istniejące dotychczas na nich pola uprawne pod zabezpieczenia przeciwpowodziowe dla terenów położonych dalej od morza. Taki los czeka m.in. polder Noortwaard. Całą operację nazywa się depoldreowaniem. Będzie polegać na pogłębianiu kanałów odprowadzających nadmiar wody z Merwede – siatki kanałów i połączeń wodnych w delcie Renu, Mozy i Skaldy, oraz na budowie 4 kanałów, kierujących nadmiar wody na polder.
Największym problemem nie będzie jednak techniczna strona przedsięwzięcia, ale to, czy ludzie zamieszkujący w tej chwili w Noortwaard Polder będą chcieli współpracować z wykonawcami. Mieszkańców trzeba bowiem przesiedlić – całe szczęście, że jest to zaledwie 150 gospodarstw. Gdyby było ich więcej, nikogo nie byłoby stać na wypłatę odszkodowań dla przesiedleńców. Logiczne więc, że władze holenderskie wybrały do zdepolderowania właśnie słabo zaludniony Noortwaard. Urzędnicy mówią, że Holendrzy są raczej dobrze nastawieni do ich pomysłu i nie powinno być kłopotu z ich przenosinami.
Foto: FreeDigitalFotos.net
Źródło: terradaily
Eko ciekawostki pod choinkę
Świat ogarnęło szaleństwo zakupów przedświątecznych. W wielu krajach coraz częściej pod choinką znajdują się ekologiczne gadżety. Zapakowane obowiązkowo w ekologiczny papier, najlepiej po recyklingu. Prym w eko – bożonarodzeniowym trendzie wiodą, rzecz jasna, uwielbiający nowinki Amerykanie, ale i… konserwatywni Brytyjczycy. A nasza nacja?… Jasne! Też jesteśmy „eko”: bawełniane skarpetki to standard pod choinkę. Przecież, gdyby podarować komuś na gwiazdkę zestaw żarówek energooszczędnych, to byłby wstyd na całą rodzinę…
Poniżej lista ekologicznych prezentów. Takimi właśnie podarkami obdarowują się na świecie.
1. Szlafrok z włókien bambusa – ciepły, miękki i ulegający biodegradacji. Włókno bambusa to świetny surowiec na bieliznę i ubrania – odpowiednio spreparowane jest miękkie jak bawełna.
2. Torba podręczna – kiedyś tworzące ją cząstki były… billboardami. Poddano je recyklingowi, a z odzyskanego winylu śmiałek – stylista zaprojektował całkiem sympatyczną torebkę.
3. Spinki do mankietów i biżuteria z… klawiszy, używanych w dawnych maszynach do pisania.
4. Magnesy na lodówkę zrobione ze starych kapsli.
5. Odplamiacz ekologiczny do zabrudzeń po winie, sokach i owocach. Ulega całkowitej biodegradacji – jest na bazie wyciągów roślinnych.
6. Eko – zabawki – ze starych swetrów, z tektury, drewniane. Uwaga! W tym segmencie produktów pojawił się nowy trend: „Not Made in China”.
7. Notes z okładkami z poddanych recyklingowi opon samochodowych i kartkami z papieru makulaturowego.
8. Miseczki ze starych płyt winylowych, z plastików po zużytych telefonach komórkowych.
9. Ramki do zdjęć z poddanych recyklingowi pokryć dachowych.
10. Szkło artystyczno – użytkowe ze starych butelek po piwie.
11. Lustra z poddanych recyklingowi aluminiowych kapsli do butelek i obręczy do beczek.
12. Podnóżki z wytłoczek na jajka.
13. Zestaw: ładowarka, przetwornik energii i komplet wtyczek kompatybilnych z większością urządzeń. Ładujesz gdzie chcesz, co chcesz i podłączasz jak chcesz. Byleby tylko było słońce.
Źródło: eco-artware.com, love-eco.co.uk, ecotopia.co.uk, toys-to-you.co.uk, eartchtechproducts.com.
Foto: FreeDigitalFotos.net
Morskie tamy – giganty

Niedawno pisałam o gigantycznej turbinie, a dziś o inwestycji tak ogromnej, że prawdopodobnie jednej z większych w dziejach ludzkości. Powstają plany wybudowania zapór w cieśninach wokół Półwyspu Arabskiego: w Cieśninie Ormuz oraz węższej Cieśninie Bab – al – Mandab, oddzielającej wody Morza Czerwonego od Zatoki Adeńskiej. W ostatnim przypadku, wybudowanie tamy pozwoliłoby uzyskać 50 gigawatów energii! Wydajność urzeka tym bardziej, że byłaby to absolutnie czysta energia, pochodząca z wykorzystania potencjału wód morskich. Dla porównania: jedna z elektrowni atomowych produkuje ok. 3,2 gigawata energii.
Budowa zapory spowodowałaby jednak unicestwienie szeregu zespołów ekologicznych w rejonie zatoki Bab – al – Mandab (już widzimy protesty ekologów w skali zwielokrotnionej Rospudy).
Dla przeciwwagi korzyści:
mniej wyemitowanych do atmosfery gazów cieplarnianych;
znakomite perspektywy społeczno – ekonomiczne dla miejscowej ludności;
strategiczna pod względem polityczno – ekonomicznym inwestycja dla krajów, które chcą się uniezależnić od dyktatu karteli naftowych.
Dość, by przekonać ekologicznego malkontenta. Trzeba umieć odróżnić nieuzasadnioną ingerencję w działania natury od sensownych projektów i wybrać czasem mniejsze zło. Gigantyczne tamy morskie to szansa na zmniejszenie efektu cieplarnianego i wykorzystanie darmowego źródła proekologicznej energii. To nadzieja dla całej planety. Mniejszym złem będzie naruszenie równowagi lokalnych ekosystemów, niż kolejne tysiące ton zanieczyszczeń wpompowanych w środowisko.
Dla przypomnienia: „ekoopozycja” jeszcze niedawno sprzeciwiała się farmom morskim – chodziło o skupiska wiatraków umieszczone na otwartych wodach oceanicznych. Dziś ci sami krzykacze chwalą pomysł stworzenia morskich elektrowni wiatrakowych. Z tamami będzie pewnie podobnie…
Źródło: sciencedaily
Foto: FreeDigitalFotos.net
Sposób na szpitalne ścieki

O tym, że szpitale to jedne z głównych dostarczycieli mocno skażonych ścieków głośno się nie mówi. Prawda jest taka, że codziennie do kanalizacji trafiają hektolitry wody zanieczyszczonej nie tyle ludzkimi ekskrementami, co środkami do dezynfekcji, lekami: antybiotykami, cytostatykami, środkami do chemioterapii, a bywa – substancjami radioaktywnymi. Na dziś nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, ile jakich chemikaliów zanieczyszcza ścieki. I jaki to ma wpływ na glebę, naturalne cieki wodne oraz organizmy żywe. Szkodliwy, to na pewno. Ale jak bardzo?…
Prawdopodobnie spory. Nieśmiałe jeszcze głosy postulują, że coraz częstsze męskie problemy z redukcją liczby plemników mogą być spowodowane m.in. skażeniem wody pitnej substancjami lekopochodnymi. Oprócz tego coraz więcej ryb żyjących w wodzie zanieczyszczonej chemikaliami… niewieścieje - traci męskie cechy płciowe na rzecz żeńskich. Skażonej wody i feminizacji żyjących w niej ryb raczej nie powinno się traktować tylko jako zbiegu okoliczności. Bardziej – jak związek przyczynowo – skutkowy.
Za rozwiązanie problemu wzięli się naukowcy z Instytutu Energii i Technologii Środowiskowych (IUTA) w Duisburgu oraz ich koledzy z Fraunhofer Institute for Environmental, Safety and Energy Technology (UMSICHT ) z Oberhausen. Opracowali system, który skutecznie i bez szkody dla środowiska naturalnego oczyszcza skażone ścieki. Działa genialnie prosto: ścieki kieruje się do ogromnego zbiornika sedymentacyjnego, w którym woda jest poddawana działaniu promieniowania UV, nadtlenku wodoru albo ozonu. Aktywne jony niszczą strukturę chemikaliów i rozbijają je na nieszkodliwe składowe. Analiza fizykochemiczna uzdatnionej w ten sposób wody nie wykazała obecności skażeń chemicznych.
Pomysł oczyszczania ścieków nie jest nowy, ale innowacja polega na możliwości wyboru jonizatora, oddzieleniu wody skażonej chemikaliami od ścieków organicznych (z kuchni albo toalet szpitalnych) i przede wszystkim efektywności procesu: zero chemikaliów w wodzie.
Pomysł sensowny, wart uwagi i zastosowania. Ale czy w naszym kraju nie spali na panewce, rozbijając się o prozę permanentnego braku finansów na takie przedsięwzięcia…?
Źródło: Fraunchofer – Gesellschaft
Foto: ekoenergia.pl
„Nanohybrydowy”, rewolucyjny plastik
Naukowcy z Nowego Jorku radośnie ogłosili, że wymyślili, prawdopodobnie, sposób na szybszy i pełniejszy rozkład bioplastików. Badali, jak ulepszyć polimer PHB, czyli polihydroksymaślan. To obiecujące tworzywo, produkowane przez kilka, powszechnie występujących w przyrodzie, gatunków bakterii. Mikroorganizmy produkują PHB w sytuacjach stresowych – jest ich materiałem zapasowym. PHB odkrył i wyizolował już w 1925 roku francuski mikrobiolog Maurice Leumoigne. Polimer znalazł szereg zastosowań. Ma jednak kilka wad: długo się rozkłada, wymaga ulepszania struktury wewnętrznej, by to z kolei zoptymalizowało jego właściwości.
I tak, przy okazji badań nad wzmocnieniem struktury PHB, odkryto, że dodatek nanocząstek do polimeru nie tylko polepsza jego właściwości, ale przede wszystkim znacznie przyspiesza proces rozkładu substancji. Na dodatek biodegradacja jest kompletna. Nanohybrydowy polihydroksymaślan ulega całkowitemu rozkładowi po 7 tygodniach!
Idea rewolucyjnej technologii polega na tym, że do PHB dodaje się nanopartykuły iłu – drobnoziarnistej skały osadowej. PHB staje się przez to mocniejszy: łańcuch polimerowy jest bardziej plastyczny i trudniej go rozerwać.
Prawdopodobnie więc szykuje się rewolucja w przemyśle polimerowym. Biodegradowalne plastiki, szybko i w 100% rozkładane przez pospolite mikroorganizmy glebowe, to cel, który od kilkunastu już lat próbują osiągnąć wszyscy zainteresowani czystym środowiskiem. Teraz może się okazać, że wystarczy tylko do polimerów dodawać nanopartykuły, by – bez szkody dla natury – zamieniały się one w węgiel, wodór i tlen, bo te pierwiastki budują wszystkie polimery organiczne, m.in. PHB.
Iłów w Polsce jest pod dostatkiem – na pewno nie zabraknie na nanopartykuły do polimerów. Pytanie tylko, czy będziemy musieli czekać, aż przyjdzie do nas moda na nanohybrydowe plastiki, czy też ktoś mądry zainteresuje się pomysłem i zainwestuje w obiecującą technologię…?
Źródło: pubs.asc.org
Foto: FreeDigitalPhotos.net
Gigantyczna turbina na wiatr

Wygląda na to, że idea wykorzystywania siły wiatru na szeroką skalę bliższa jest wprowadzenia w życie, niźli nam się wydaje. W Arizona MagLev Wind Turbine Technologies opracowano model gigantycznej turbiny. Imponująca machina podobna jest do mieszadeł mikserów kuchennych – ma pionowo ustawione „noże”. Ma równie imponujące parametry i osiągi: może poruszać się już przy wietrze wiejącym z prędkością 1,5 m/s, będzie też pracować przy wichrze szalejącym z prędkością 40/s; może generować 1 gigawat prądu, co pozwala na zasilenie 750 000 gospodarstw domowych! Na dodatek może działać przez 500 lat. Imponujące, prawda?
Trudno się dziwić osiągom: turbina będzie wysoka jak przyzwoity wieżowiec, a jej średnica wyniesie kilkadziesiąt metrów.
Machinę będą wspomagać w działaniu magnesy neodymowe, które mają kilka cudownych właściwości: potrafią utrzymywać ciężary wielokrotnie przewyższające wagą sam magnes i nie powodują wytracania energii podczas ruchów; to jedne z najsilniejszych magnesów. Użycie ich do ustabilizowania turbiny oraz zastosowanie technologii budowy ograniczających ruchomość poszczególnych elementów struktury, pozwala zredukować koszty eksploatacji o 50%, a zwiększyć efektywność działania turbiny o 20% w porównaniu do tradycyjnych rozwiązań. Dzięki magnesom neodymowym nie trzeba też będzie używać prądu elektrycznego do rozruszania machiny.
Mega turbina ma kosztować, bagatela, 53 mln dolarów. Od listopada rusza produkcja mniejszych prototypów machiny – zdecydowali się na to Chińczycy, którzy już zainwestowali w zaplecze produkcyjne setki milionów yuanów.
Zdaje się: wiedzą, co robią, ponieważ ocenia się, że 1 kilowat energii wyprodukowanej przez gigantyczną turbinę ma kosztować mniej niż 1 cent amerykański, czyli ok. 2,5 grosza.
Tak więc po niedawnym hałasie o uwolnienie cen energii elektrycznej w Polsce i bazując na osobistych doświadczeniach każdego użytkownika prądu, wydaje się bardziej niż logiczne, że i nasi spece od energii powinni zainteresować się turbiną.
Źródło: triplepundit
Foto: inhabitat
